Z wizytą w Bratysławie
- maratonczyk15
- 13 lis 2022
- 4 minut(y) czytania
Trochę czasu minęło od mojego ostatniego zagranicznego wyjazdu. Akurat dobrze się złożyło, że Święto Niepodległości przypadło w piątek czyli była okazja do długiego weekendu. Dobrałem sobie jeszcze 10 listopada i mogłem sobie coś zaplanować. Z wyborem kraju, do którego planowałem jechać nie było łatwo. Przychodził mi na myśli Liechtenstein, Holandia, Słowacja. Zdecydowałem, że wybiorę Słowację, a dokładniej stolicę naszych południowych sąsiadów. Nie byłem tam jeszcze, więc stwierdziłem, że może warto się wybrać.
Bratysława jest stolicą Słowacji. Jest największym miastem w tym Państwie. Jest to jedyna stolica na Świecie, która graniczy z dwoma Państwami ,czyli - na południu z Węgrami, a na zachodzie z Austrią. Odległość do Wiednia to około 70km, natomiast do Budapesztu około 200km, do jednego z większych miast na Węgrzech, jest to miasto Gyor, odległość około 80km. Na terenie miasta znajduje się kilka uczelni Wyższych.
Przez Bratysławę przepływa słynna rzeka Dunaj, z resztą nie wiem czy tak można to ująć, ale jest jedną z moich ulubionych rzek. Już latem tego roku miałem okazję wypoczywać w Belgradzie, przez który także przepływa Dunaj. Większe wrażenie zrobiła tylko na mnie Dźwina, która przepływa przez Rygę. Rzeka Dunaj to jedna z najdłuższych rzek w Europie. Przepływa przez terytorium 10 Państw:
- Niemcy
- Austria
- Słowacja
- Węgry
- Chorwacja
- Serbia
- Rumunia
- Mołdawia
- Bułgaria
- Ukraina
Organizowane są rejsy wycieczkowe. Nie miałem okazji uczestniczyć w jakimkolwiek, ponieważ odbywają się do końca października. Natomiast z tego co czytałem bardzo korzystna oferta istnieje, a mianowicie można płynąć do Wiednia. Wypływa się rano, zwiedzasz sobie przez bodajże 6 godzin stolicę Austrii i wracasz. Taka sama oferta jest dostępna dla turystów Słowenii w mieście Piran gdzie można płynąć do Wenecji i wrócić tego samego dnia.



Odnośnie samej Słowacji. Słowacja graniczy z 5 Państwami: - Austria
- Polska
- Ukraina
- Węgry
- Czechy
Do końca 1992 r. wchodziła w skład Czechosłowacji. Od 2004 roku jest członkiem Unii Europejskiej. Walutą jest Euro. Pamiętam jeszcze czasy Korony Słowackiej.
Miałem do wyboru dwie trasy. Mogłem jechać przez Czechy no i wjeżdżam potem na Słowację oraz jechać na Śląsk i wjechać bezpośrednio na Słowację. Pamiętałem tą jedną wielką masakrę remontową oraz korki na Śląsku więc wybrałem podróż przez Wrocław, Boboszów, Ołomuniec, Brno. Liczyłem się z kosztami zakupu winiety czeskiej oraz słowackiej, koszt blisko 140 złotych licząc, że kupuję winiety na 10 dni. Przejechałem jedną stronę czyli 535km na jednym baku oraz drugą stronę tak samo. Na Słowacji zatankowałem na stacji OMV paliwo 95 za 1,73 Euro.
Hotel, a w zasadzie Apartament miałem zarezerwowany przez Booking.com
W zasadzie na początku w ogóle nie przyszło mi do głowy co rezerwuję :D :D Na miejscu zdziwiony, jakie apartamenty :D Ale ok, było miło, schludnie, czysto, wygodnie, blisko wszędzie, właściciel mega w porządku, można było się dogadać po polsku. Najlepsze było jak wjechałem do miasta i nagle poczułem małą adrenalinę. Była już 15:30 czyli ludzie kończą pracę, to jest stolica, będą korki, ale w sumie jak przejechałem przez Belgrad, który jest najbardziej zakorkowanym miastem w Europie to tu chyba nie będzie problemu. Podjeżdżam pod obiekt i nie widzę parkingu, który był zapewniony..... No to klops..... Ale wpadłem na pomysł by objechać jeszcze raz i zatrzymać się na chodniku, w końcu ci za mną mają teraz czerwone światło, zdążę :D Najpierw wjechałem pod blokowisko komuś na podwórko. Potem zatrzymałem się na chodniku przed właściciela garażem. Wyszedłem z auta, wszedłem do sklepu, którego właścicielem jest gospodarz Apartamentów, dostałem kluczyk do pokoju, pogadałem z właścicielem, pokazał mi miejsce parkingowe i uff.. wszystko dobrze się skończyło. Cena bez śniadania, 3 noce, wliczając podatek miejski czy klimatyczny to wyszło mnie to 170 Euro. W apartamencie miałem wszystko zapewnione, kuchnia, łazienka, salon, sypialnia więc spoko. Po zameldowaniu poszedłem obejrzeć okolicę. Jedna fajna sprawa, że patrząc przez okno widać było koryto rzeki Dunaj oraz pod nosem miałem przystanki tramwajowe oraz autobusowe. Mówię luksus zwłaszcza, że wszędzie mogłem dojechać o każdej porze. Komunikacja w Bratysławie super, luksus, rewelacja. Tramwaj czy autobus przktycznie co 3 minuty. Do tego cena za bilet 3 dniowy czyli 72 godziny , za osobę dorosłą to jedyne 9 euro.

Miałem wrażenie jakby duża część tramwajów to tramwaje, które niegdyś jeździły w Poznaniu.
Tutaj na każdym przystanku tramwajowym czy autobusowym znajdował się biletomat widoczny na zdjęciu. Nie musisz się martwić, że gdzieś wsiądziesz na gapę bez biletu, a z resztą lepiej na gapę nie jechać bo często można było napotkać kontrolera biletów. Jeden drobny minus tych urządzeń to taki, że nie można było płacić ani kartą ani banknotami.
Po małym spacerze stwierdziłem, że przejadę się do Centrum. Co prawda było już ciemno, ale stwierdziłem, że nie zaszkodzi rozejrzeć się na mieście. Poza tym po podróży człowiek głodny, pora obiadowa to trzeba coś regionalnego zjeść.
Szybko się odnalazłem, nie potrzeba było mapy ani korzystania z Google Maps. Pierwszy budynek, który przykuł moja uwagę było..... Centrum Handlowe :D To nic , że głodny, ale pierwsze co to koniecznie musiałem wejść i się rozejrzeć. Ok, zeszła jakaś mała godzinka.
Dotarłem na Stare Miasto. Mnóstwo mieszkańców, turystów, studentów na uliczkach. Moim oczom ukazały się liczne kawiarenki, sklepiki z pamiątkami gdzie królowały maskotki Krecika

oraz restauracje. Większość restauracji - ku mojemu zdziwieniu - serwowały specjały kuchni słowackiej. A jedno z najbardziej znanych słowackich dań to Bryndzove Halusky

Bryndzove Halusky to taka mini wersja klusek Gnocchi, podaje się je z serem bryndza i ze skwarkami oraz cebulką.
Na pierwszy rzut oka wydaje się mała porcja, ale to jest złudzenie, po ciężkiej podróży można było się spokojnie najeść taką porcją i człowiek szczęśliwy i najedzony. Taka porcja to 9,90 Euro czyli tak przystępnie. Oczywiście na początku już usiadłem się w restauracji tam gdzie nie miałem. Panie kelnerki dały mi do zrozumienia, że usiadłem się w pokoju brydżowym :D
Chciałem jeszcze dopełnić formalności kawą i ciastem, ale na Mieście był taki nadmiar kawiarni, że nie mogłem się na nic zdecydować i poszedłem do Apartamentu.



Komentarze