Belgrad dzień trzeci oraz powrót
- maratonczyk15
- 3 sie 2022
- 4 minut(y) czytania
Niestety przyszedł dzień kiedy wiesz, że za moment będzie trzeba wracać do domu. A bo tu tak miło, że aż żal wyjeżdżać.
Tak jak było w planach, stolica Serbii rozłożona na 3 dni. Tym razem bez jakiegokolwiek pośpiechu. Pojechałem autobusem miejskim do centrum. A może jeszcze jakieś zakątki i zakamarki, które mogłem ominąć, pozostały do obejrzenia. Jedno z moich ulubionych miejsc na zagranicznych wyjazdach to targ miejski. W Ljubljanie - stolicy Słowenii szczególnie mnie zachwycił, w Belgradzie też niczego sobie. Mnóstwo świeżych warzyw i owoców - głównie po to zawsze wybieram się na taki targ. Jak już wspomniałem, mnóstwo dobroci, za niską cenę.

Najśmieszniejsze było to, że w ostatni dzień odkryłem, że koło targu jest przystanek, na który bezpośrednio jedzie autobus prawie spod mojego noclegu. Na zdjęciu może wydawać się nieco mniejszy natomiast będąc tam, masz wrażenie, że jest ogromny.
Kolejne godziny to wolny spacer po uliczkach Belgradu, ostatnie zakupy czyli prezenty. Wizyta w Twierdzy Kalemegdan.
Zauważyłem, że po Belgradzie błąka się mnóstwo bezdomnych psów, z resztą nie jest tak tylko w samym Belgradzie, oraz dzieci i dorośli proszących o pieniądze. Miałem sytuację, właśnie tego ostatniego dnia, siedzę, piję piwko, wcinam obiad, a tu podchodzą dzieci , potem (chyba ich matka) starsza kobieta i wyciąga rękę, i też prosi o pieniądze. Chociaż zastanawiam się czy potem to już była prośba czy wymuszanie bo kobieta miała pretensje, że nie dałem jej ani grosza.
Wróciłem do noclegu koło 18:00 z myślą, że trzeba się wyspać, ponieważ o 2:00 w nocy pobudka i powrót do domu. Dlaczego tak wcześnie? By uniknąć całodniowej jazdy w temperaturze koło 40 stopni. To czego się obawiałem nastąpiło. Pobudka po trzech godzinach i potem już nie mogłem zasnąć. Dwie godziny bezsensownego leżenia, dziwne, że czułem się wypoczęty. Zacząłem się pakować. O północy byłem już gotowy do drogi. Chwila zastanowienia, za moment ruszam. Jeszcze tylko zatankować auto. Ustawiłem sobie trasę w GPSie, która prowadzi do granicy, którą przejeżdżałem jadąc do Serbii. Granica Horgosz - Roszke. Mapa wskazywała, że jest chwila opóżnienia. W sumie, jadąc w nocy pewnie będzie większy luz niż w pierwszą stronę. Nie pomyliłem się, był taki luz, że zatrzymał mnie płot/brama, druty kolczaste, ciemność, wszystko pogaszone, brak żywego ducha. Wtedy dopadł mnie stres, nie byle jaki. Specjalnie wyjechałem wcześniej żeby przejechać szybko granicę, a tu zamknięte. No to czytam informacje w internecie. No i klops! Granica czynna od 8:00 do 20:00. Szybka myśl, decyzja - co teraz? Widziałem auta na poboczach, parkingach, zapewne kierowcy spali oczekując na otwarcie granicy. Wspominając sobie widok ludzi idących pod granicę , gdy jechałem w pierwszą stronę, nie chciałbym tam spać.
Ale uwaga, eureka. Przeglądam internet i czytam o drugiej granicy, która znajduje się niecałe 40km od granicy w Horgosz. No to jazda! Przejechałem przez Suboticę i dojechałem do mniejszego miasteczka o nazwie Kelebija, gdzie za moment ujawni się granica Państwa z Węgrami. Gdyby druga granica była nieczynna to w tej wiosce mógłbym spać w aucie, klimat wydawał się spokojniejszy, bardziej przyjazny. Dojeżdżam do granicy, widać sznur ciężarówek, podjeżdżam, jest wszystko super, granica czynna :) :) Stoję za ciężarówkami, widziałem pas dla osobówek, ale że jestem pierwszy raz to stwierdziłem, że nie będę się wpychał. Na szczęście tak jak w pierwszą stronę, podszedł do mnie kierowca tira i powiedział, że drugi pas jest mój, uff!!! Najfajniejsze w tym wszystkim było to, że nie było żadnych kolejek, wjechałem sam. No i węgierscy celnicy zaczęli sprawdzać całe auto, schowki, bagażnik, tył auta. Ciekawe doświadczenie, zwłaszcza, że już dawno nie byłem uczestnikiem takiej kontroli. Trwało to 5 minut. Po kontroli, ze spokojem mogłem udać się w stronę Polski. Moja podróż trwała 19 godzin, oczywiście z przerwami. Niestety koło południa było już ponad 30 stopni, praktycznie na całej trasie.
Teraz myślę sobie, że kolejna podróż będzie ozdobiona dodatkowym noclegiem by w połowie drogi odpocząć i nabrać się na drugą część trasy. Jeszcze parę lat wstecz mogłem ze spokojem przejechać 1300-1500km, teraz widzę, że jednak coś się zmieniło.
Ogólne wnioski z tej podróży są takie, że warto odwiedzić ten piękny kraj jakim jest Serbia. Młode Państwo, która otwiera się na turystów. Dużym minusem jest jeden wielki śmietnik, który widzisz jadąc autostradą oraz innymi drogami. Odnośnie autostrad to miałem wrażenie, że ich nawierzchnia często jest gorszej jakości od dróg poza autostradą. Pamiętam, że jednego dnia w Belgradzie były ustawione zdjęcia w Parku pokazujące dwa oblicza natury, zaśmieconej oraz posprzątanej i napisy zawierające pytanie "czy tak nie jest lepiej?" Dokładnego cytatu nie pamiętam, ale mniej więcej o to chodziło.
Podoba mi się, że rolnicy/gospodarze sprzedają swoje produkty, jest takich stoisk mnóstwo zwłaszcza we wsiach.
Ile mnie to kosztowało?
Myślę, że całkiem nie dużo. Gdybym miał zliczyć sam nocleg ze śniadaniem + paliwo na miejscu + obiady ( główne danie oraz napój) + kawa z ciastkiem to wychodzi całkiem niedrogo.
Ceny w Euro:
Nocleg ze śniadaniem - 8 dni (cały czas w jednym ośrodku) - 285 E
Wyżywienie - obiady + kawa z ciastkiem - 101 E
Jako, że jestem zmotoryzowany to dochodzą jeszcze przejazdy autostradą, w Serbii są płatne przejazdy przy bramkach - 25 E
Paliwo, ale tylko w Serbii - 121 E
Odnośnie paliwa to przez pierwszą połowę paliwo PB 95 kosztowało 198 Dinarów czyli 1,69 E, a potem zdrożało do 201 Dinarów czyli 1,71 E. Zauważyłem, że na każdej stacji paliwo było w tej samej cenie, nie tak jak u nas, że co stacja to inna cena.
Gdybym był oszczędny i wydawał na wakacjach tylko na te rzeczy, które wymieniłem to kosztowałoby mnie to 532 E - 2500 zł - przeliczam przez dzisiejszy kurs Euro do Złotego.
Teraz czekam z niecierpliwością na miesiąc październik. Wtedy czeka mnie wyjazd do Bośni i Hercegowiny.
Dziękuję wszystkim, którzy czytają mój Blog :)



Komentarze