Serbia
- maratonczyk15
- 10 lip 2022
- 3 minut(y) czytania
Przeważnie kiedy planuję swoją kolejną podróż, biorę pod uwagę start w Maratonie. Kilka miesięcy walczyłem z kontuzją. Kiedy wznowiłem treningi, wiedziałem, że przez 3 miesiące nie jestem w stanie przygotować się do kolejnego zagranicznego Maratonu. Tegoroczny urlop zaplanowany miałem na drugą połowę czerwca. Na ten czas organizowany był 42km Bieg na północy Danii. Dałem sobie wybór, albo Skandynawia albo Bałkany. Z racji takiej, iż moim marzeniem było zobaczyć Belgrad, bez wahania usiadłem przed komputerem, zalogowałem się na Booking, z którego cały czas korzystam i wyszukałem nocleg w stolicy Serbii. Pierwszy krok zrobiony. Potem jak to ja, planowanie atrakcji, zakup przewodnika, rozpisywanie planu zwiedzania, co dobrego można zjeść, jakie pamiątki przywieźć, itd.
Trasę wyznaczyłem sobie przez Słowację oraz Węgry. Można było jeszcze kierować się przez Czechy, ale nie chciałem dodatkowej winiety kupować. Aby można było jechać przez te 2 Państwa, trzeba wykupić winietę, można to zrobić przez internet, nie wiem czy jeszcze istnieje forma naklejkowa. Ewentualnie jeśli ktoś lubi dłuższą, wolniejszą wersję, można obrać trasę poza autostradami. Każda winieta 10 dniowa to koszt blisko 70zł. Jeśli chodzi o Serbię to są autostrady, ale płatne na bramkach. Koszt niewielki. Za pierwszym razem zapłaciłem około 6 Euro jadąc w kierunku noclegu.
Mój czas jazdy w pierwszą stronę wyniósł 16 godzin. Wujek Google pokazywał czas przejazdu lekko ponad 12 godzin. Przeważnie ustalam sobie przerwy co 100 lub 150km więc czas jazdy się wydłuża, do tego jedna bądź dwie małe drzemki. Niestety w tym dniu pogoda nie sprzyjała, nad ranem temperatura była jeszcze znośna, natomiast kiedy zbliżało się południe to termometr wskazywał już ponad 30 stopni. Do tego całego przejazdu trzeba wliczyć jeszcze czas oczekiwania na przeprawę graniczną, gdyż Serbia nie jest członkiem ani Unii Europejskiej ani strefy Schengen więc następuje kontrola paszportowa. Najdłuższy był postój i oczekiwanie, granica Roszke - Horgosz jest zawsze mocno oblegana. Kiedy przyszła kolej na mnie, była to kwestia tylko przybicia pieczątki i sprawdzenia paszportu.
Kiedy zbliżałem się do znaków kierujących pojazdy do granicy, zauważyłem wielki, ogromnie długi sznur ciężarówek ustawionych na poboczu autostrady, przez myśl mnie przeszło, że czeka mnie mega długie oczekiwanie na wjazd. Dzięki Bogu kierowca ciężarówki, który ustawił się za mną powiedział, że osobówki mają drugi pas, więc mogłem spokojnie jechać w kierunku granicy :D
Kiedy już było po wszystkim, z radosnym okrzykiem wjechałem na teren Serbii. Od razu, pierwsze wrażenie to ekscytacja, a zarazem niepewność oraz drobna nutka adrenaliny. W pierwszej kolejności ukazał mi się widok ludzi idących poboczem, niezbyt schludnie ubranych, z wielkimi siatami. Matko, gdzie ja trafiłem! Wyjechałem z Horgosz i kierowałem się w kierunku autostrady prowadzącej do celu jakim jest ośrodek wypoczynkowy w Belgradzie.
Na autostradzie serbskiej można jechać 120 lub 130km/h, w zależności od znaków ustawionych na poboczach. Ponoć mandaty w tym kraju są dosyć wysokie, a wozy policyjne łapały co chwila wyścigowców. Za przejazd autostradą można płacić w Euro jak wspomniałem wcześniej, chociaż walutą tego Państwa jest Dinar Serbski.
Z racji, że to moje wakacje, nie spieszyłem się. GPS pokazywał, że dojadę koło 21:00 na miejsce i będzie jeszcze jasno na dworze, na pewno będzie jeszcze troszkę fajnych widoczków, zajadę na miejsce za jasnego. A tu zonk! 20:15, mamy czerwiec, a tu już ciemno. Serbia jest w tej samej strefie czasowej co Polska, zdziwiłem się, że tak szybko tutaj się ściemnia. Końcówka jazdy, ostatnie światła przed skrętem w kierunku hotelu, cały upocony, zmęczony jazdą, stoję na tych światłach i stoję.... ponad 10 minut. Łaskawy kolor zielony wreszcie puszcza mnie i na spokojnie dojeżdżam do celu.
Ostatnia rzecz, o której warto wspomnieć to, Serbia nie jest członkiem Unii Europejskiej ( o tym już wspomniałem wyżej), opłaty za internet i połączenia telefoniczne są dużo wyższe. Ja na szczęście pomyślałem o tym wcześniej i wykupiłem w sieci Play usługę Play Świat, 1GB internetu za 100zł. Ta ilość internetu w zupełności na 8 dni wystarczyła.




Komentarze