Vrnjačka Banja
- maratonczyk15
- 19 lip 2022
- 3 minut(y) czytania
Pierwotnym założeniem było, 3 pierwsze dni porządnie zobaczyć i zwiedzić Belgrad, a pozostałe dni przeznaczyć na atrakcje poza stolicą. Coś mnie jednak tknęło, że trzeba sobie odpuścić miejskie chodzenie w ponad 30stopniowych upałach.
Atrakcji w Serbii mnóstwo, co wybrać...hmm.... Padło na miasto-uzdrowisko Vrnjacka Banja. Szczerze powiem, nie wiem dlaczego padł akurat na to miasto wybór, może z chęci zobaczenia jak jest poza granicami naszego Kraju w takich uzdrowiskach. W sumie to na swoim koncie mam też słynne miasto - uzdrowisko Karlovy Vary w Czechach.
Drugi człon w nazwie miejscowości czyli Banja oznacza po polsku Spa.
Jak zwykle po śniadaniu spakowałem się wyjazdowo, włączyłem GPS, który pokazywał nieco ponad 200km w jedną stronę, wsiadłem do auta i ruszyłem w trasę. Ciężko się jechało w upale, dodatkowo jeszcze serbscy drogowcy wymyślili sobie remont kawałków autostrady więc prędkość trzeba było nieco zmniejszyć. Myślałem, że ten upał i remonty to jedyna rozrywka z dojazdem, które miałem okazję posmakować. Absolutnie! Najlepsze dopiero przed mną.
Przeważnie mam wszystko opisane, zaplanowane. Sporadycznie zdarza mi się obejrzeć program Polacy za granicą. W jednym z odcinków był pokazany piękny Tallin. Polka, która tam mieszkała opowiadała o parkingach płatnych w bardzo ciekawy sposób. Nigdzie tego w Internecie nie znalazłem przed wyjazdem. Parkowanie w sumie prosta normalna rzecz, tak mi się wydawało dotychczas. W szczycie sezonu, dojeżdżasz do miasta pełnego turystów, szukasz miejsca, wkurzasz się jak wszystko zajęte. Oczywiście GPS prowadził mnie wspaniałą, wąską drogą między domkami mieszkańców więc był totalny odlot. Ale ok, dojechałem Do Vrnjackiej, wszystko początkowo, wow, ekstra, genialnie. Sukces nr 2, znalazłem parking. Idę szukać biletomatu albo ewentualnie jakiegoś chłopka co bilety sprzedaje. No i tu klops. Na każdym słupie przy parkingach są powieszone tabliczki. Były bodajże 3 kolory, różowy, zielony i chyba niebieski. Na tablicy był opis jaka strefa parkowania, nr telefonu gdzie... uwaga... trzeba wysłać smsa. Na początku byłem zdezorientowany. Na szczęście spotkałem kobietę i pytam się co mam zrobić, co wpisać w treści smsa żeby za parking zapłacić. Niby nic trudnego, wpisać nr rejestracji i wysłać pod numer podany na tablicy. Teraz czas na najlepsze. Informacja od operatora Play "nie obsługujemy takich numerów". Zabawa dopiero się zaczyna. Pojechałem na inną strefę, może coś źle wpisałem. Bzdura. Kolejny parking kawałek dalej, też to samo. Pół godziny jeździłem po mieście, po parkingach. W końcu stwierdziłem, że chyba niepotrzebnie tu przyjechałem :( już szukałem innej atrakcji w pobliżu. Wkurzony, zirytowany, oburzony, pojechałem pod jakąś górkę, w ogóle byle jakim kierunku. Nagle patrzę, stoją auta na poboczu, drzewa rzucały potężny cień. Lampka zaświeciła mi się nad głową. Eureka. Zostawiam Toyotkę, widzę naprzeciwko parkingu hotel. Wchodzę. Siedzi w recepcji, śliczna, młoda Pani. Podchodzę i pytam czy ten parking koło hotelu jest darmowy? Taaaaak! Jest darmowy!! :D :D Darmowy, w spokojnym miejscu, w pięknym gęstym cieniu. No dobra, pora iść na miasto i do Parku Zdrojowego.
Obszedłem trochę miasto, aby tak jak zwykle zobaczyć jak w Vrnjackiej życie kwitnie. Oczywiście nie mogłem ominąć też totolotka i zagraniu w zdrapkę, niestety tym razem żadnej wygranej. Doszedłem do Parku Zdrojowego. Pośrodku płynął strumyk, co kawałek most. Od razu na wejściu stoiska z pamiątkami. Od alkoholi, miodów, dżemów do strojów ludowych, drewnianych pamiątek, zabawek, itd. Nie mogłem sobie również odmówić zakupu garnuszka, który służył do skorzystania w pijalni wód, które znajdowały się w dwóch budynkach. Mnóstwo kawiarni, restauracj, basenów, hoteli. Kiedy już szykowałem się w kierunku wyjścia z Parku, zobaczyłem tłum na jednym z głównych placów w tej miejscowości. Moim oczom ukazał się widok kilkudziesięciu Mini Cooperów. Akurat miałem to szczęście, że w tym czasie odbywał się zlot takowych samochodów, od najmłodszych roczników po najstarsze.
Potem oczywiście drobne zakupy w pobliskim większym markecie. Najfajniejszą rzeczą jaką kupiłem w tym markecie był słoik miodu. Miodu z kwiatów pomarańczy. Nigdy o takim nie słyszałem, warto było kupić. Taki słoik sredniej wielkości kosztował prawie 900 Dinarów.

Zlot Mini Cooperów










Kilka ujęć z Parku Zdrojowego



Kawa oczywiście gorzka, serbska. Deseru przedstawiać nie muszę :D Chociaż te naleśniki miały jeden fajny dodatek. W Serbii produkują ciastka, herbatniki maślane o nazwie Plazma (pierwsze skojarzenie z Jackiem Gmochem w studiu TVP podczas meczów piłki nożnej :D). Herbatniki te mają taką markę w Serbii jak u nas Oreo.
Na obiad Pleskavica. Ogólnie wygląd jak porcja mięsa w hamburgerze. Smak podobny do kotlecików Cevapcici lub Cevapi. Mięso to jest połączeniem różnych gatunków mięs baraniny , wieprzowiny, itd. Oczywiście do każdego dania podają świeże pieczywo. To czym jest oblane czy obłożone mięso to ser Kajmak. Kajmak u nas to słodka masa, natomiast Kajmak na Bałkanach to ser z mleka bawoła domowego. Bardzo smaczny, rewelacyjny :)
Jeśli chodzi o ceny takich obiadów to różnie, za główne danie bez sałatki i napoju zapłaciłem 750 Dinarów. Ogólnie ceny przystępne, każdy się naje do syta.


Dwa domy zdrojowe gdzie podkreślę, za darmo można wejść, napić się do woli wody. Ewentualnie kupisz pamiątki, a dodatkowo możesz kupić sobie plastikową butelkę różnej wielkości przygotowanej pod zabranie wody.
Ja sobie kupiłem kubeczek



Wnętrza domów zdrojowych.

Tutaj dokładny opis, co te wody pitne mają w sobie.



Komentarze