top of page
Szukaj

Wyprawa na wschód Serbii

  • maratonczyk15
  • 27 lip 2022
  • 5 minut(y) czytania

Kolejny dzień był dniem z serii zepsutych. Wybierałem się do miasta Nowy Sad, opracowałem trasę, bez problemu dojechałem. Parking, na którym miałem zostawić auto był niepewny, tzn. darmowy, ale za marketem, miałem wątpliwości by zostawić tam auto. Znajdował się kilka kilometrów od ścisłego centrum więc pomysł spaceru mijał się z celem. Mogłem jechać autobusem miejskim, ale jakoś pomysł ten wydawał mi się bez sensu. No i potem zaczęła się taka sama zabawa jak w Vrnjackiej Bani. Parkingi oznaczone strefami, płatne smsem. Tak ostatnio sobie myślałem, że mogłem wykupić starter z lokalnym numerem i wtedy pewnie nie byłoby żadnego problemu, a ja głupi krążyłem znów pół godziny po parkingach. Następnym razem lekcja będzie odrobiona. Kolejny pomysł był taki żeby wjechać na parking do wielkiego centrum handlowego, ale po całej akcji parkingowej stwierdziłem, że wyjadę z miasta i udam się w kierunku naturalnych atrakcji. Obrałem sobie cel górski zwany Fruska Gora, który znajdował się niedaleko Nowego Sadu. Dobra!! Już niedaleko. Zostało mi 15km do mety, akurat złą trasę włączyłem w gps i dojeżdżam do miejsca gdzie zaczyna się droga pod górę i...... ulica zamknięta, remont. Nie pytajcie co mi się wtedy nawijało na język bo wolelibyście tego nie słyszeć. Wracam.... zdegustowany. Bardzo zdegustowany. Pamiętam, że kiedy rano wstałem, powiedziałem sobie, człowieku daj se spokój, wyluzuj, odpocznij na miejscu, bądź w pokoju. Ale ja juz tak mam, że szkoda dnia na leniuchowanie, trzeba jak najwięcej zwiedzić. Jedynym punktem, do którego udało mi się trafić do centrum, handlowego koło mojego noclegu i mogłem już ze spokojem zjeść obiad.

To tyle jeśli chodzi o wstęp do tego posta.


Przed wyjazdem do Serbii, rozpisując plan, natknąłem się na informację, że przy granicy z Rumunią znajduje się miejscowość gdzie stoi piękny Zamek. Głównie przyciągnął mnie informacją, że Zamek, miasto oraz cała ich historia jest związana z Polską. Tym razem do przejechania jedynie około 140km. Bliziutko. Specjalnie ustawiłem sobie mapkę tak by jechać przez miasteczka oraz wsie, aby chociaż trochę zobaczyć jak wygląda życie na tamtejszej wsi. Jedną z atrakcji była miejscowość gdzie znajdował się targ, głównie staroci. W sumie to miasto to był jeden wielki targ, ludzie rozkładali wszędzie sprzęty, przedmioty na sprzedaż i tak przez kilka kilometrów. Trochę stres bo ludzie chodzili bez zachowania ostrożności, przechodzili co chwila przez ulicę. Kolejna przyjemna sprawa, a mianowicie w każdej wsi, wielu rolników, gospodarzy wystawiało stragan ze swoimi produktami, warzywa, owoce, miody, dżemy, rakije i inne alkohole. Za jakiś czas mocno żałowałem, że się po te dobrocie nie zatrzymałem. Jestem w połowie drogi i coraz mniej paliwa w baku. No i oczywiście pojawia się nutka adrenaliny i lekki nerwik. Stacji benzynowej jak nie widać tak nie widać. Widzę w oddali stacja Lukoil, oczywiście znana firma i pewna to podjeżdżam. Facet wychodzi i mi tłumaczy, że wysiał prąd i nie można nic zrobić. No to dolał oliwy do ognia. Co teraz? Płomienie coraz większe. No nic, ruszyłem, pojechałem dalej. Na szczęście za 20 minut ukazała się moim oczom stacja benzynowa i uff.... nareszcie bak pełny.

Pierwszą atrakcją tego dnia (poza tymi po drodze) był Zamek Golubac, w miejscowości o tej samej nazwie. Dojechałem do centrum. Tutaj znalazłem wielki bezpłatny parking, super :) Zostawiam auto i idę na bulwar. Moim oczom ukazała się ogromna rzeka Dunaj. Patrząc w dalszym kierunku, widać było piękne góry. To już była Rumunia. Granica przechodziła w połowie rzeki. Chciałem dojść na piechotę do Zamku, ale niestety trzeba mierzyć siły na zamiary. Przeszedłem 3 kilometry i postanowiłem wrócić do auta i zajechać na parking przy Zamku. Po przejechaniu kilku kilometrów udało mi się tym razem znaleźć ostatnie bezpłatne miejsce parkingowe.





Te góry to właśnie Rumunia.


Miasto Golubac znajduje się w największym Parku Narodowym w Serbii. Poruszając się po bulwarze natknąłem się na tablicę, że na tym terenie znajduje się ścieżka archeologiczna.





Główną atrakcją w tym mieście jest Zamek.









Na zdjęciach wygląda pięknie, ale będąc tam zrobił na mnie piorunujące wrażenie.


Zanim napiszę co nieco tutaj o Zamku dodam kilka widoczków :D






Kupując bilet wstępu można było wybrać sobie strefy zwiedzania. W zależności od ilości atrakcji na tym terenie były 4 strefy, zielona, niebieska, czerwona oraz czarna. Wybrałem trzecią strefę, która kosztowała mnie 1000 Dinarów, nie zawierała tylko dwóch najwyższych wież. Tam ponoć najlepsze widoki, ale na mojej ścieżce zwiedzania było też mnóstwo pięknych widokowych atrakcji. Co jakiś czas była żółta tablica z ostrzeżeniem by uważać na węże, widziałem takowego, w oczku wodnym blisko ścieżki.




Zamek ten został wybudowany przez Węgrów. To oni nazwali to miejsce Golubac, co w wolnym tłumaczeniu oznacza gołębia. Według opowieści nazwa ta wzięła się od tego, że poszczególne wieżyczki twierdzy przypominają siedzące na zboczach ptaki. Niektórzy miejscowi uważają, że miejsce to nazwano w ten sposób, ponieważ pewna uwięziona w wieży królowa z nudów zajmowała się dokarmianiem gołębi, które później „na dziko” zagnieździły się w zamku. Obecnie forteca jest częściowo zalana wodą Dunaju, ponieważ po wybudowaniu zapory, rzeka podniosła swój poziom nawet o 30 metrów.


Przez wiele lat o fortecę Golubac ścierali się ze sobą Węgrzy i Turcy. Ostatecznie ci drudzy pod koniec XIV w. zajęli zamek. W 1428 r. podczas bitwy, w której Węgrzy próbowali odbić twierdzę, zginął sam Zawisza Czarny. Historia mówi, że polski rycerz z Grabowa osłaniał odwrót z pola walki samego króla Zygmunta Luksemburskiego. Rycerz stanął do walki z dwoma innymi kompanami przeciwko całej armii tureckiej i został wzięty do niewoli. Według legendy, Zawisza Czarny zginął w wyniku konfliktu między dwoma Turkami, którzy kłócili się o to, czyim rycerz jest więźniem. Jeden z janczarów nie wytrzymał i w gniewie odciął Zawiszy głowę. Na pamiątkę tych wydarzeń w zamku Golubec nazwano imieniem rycerza pobliskie bijące źródło wody. Przymocowano tam również tablicę upamiętniającą słynnego Zawiszę Czarnego.




Oto źródełko Zawiszy Czarnego.

Co ciekawe, w Zamku przeznaczono jedną wielką komnatę, gdzie opisana jest historia polskiego rycerza.


Co jeszcze ciekawego zaobserwowałem? A mianowicie, miasto posiada dwie strefy czasowe. W zasadzie przechodząc z jednej komnaty do drugiej można było przenieść się w czasie :D

Fajna sprawa kiedy jesteś w Państwie, które posiada dwie strefy czasowe. Po drugie, ciekawe jak to jest kiedy ktoś mieszka w miejscu gdzie te dwie strefy się ze sobą stykają. Ja bym się nie połapał :D


Nie zostało mi do wieczora zbyt dużo czasu, nie dosyć, że w Serbii już o 20:15 nadchodził zmrok (kiedy w Polsce dopiero po 22:00) to jeszcze byłem godzinę w tył z racji jazdy przy rumuńskiej granicy. Stwierdziłem, że będę zaznaczał sobie odpowiednie ciekawe punkty na Google Maps i tam gdzie piękny widok i coś do zwiedzenia to tam się zatrzymam. Dodatkowo atrakcją były krótkie tunele bez oświetlenia oraz drogowcy, którzy akurat teraz musieli kłaść nowy asfalt.


Na szczęście będąc w trasie ruch był niewielki. Mogłem ze spokojem podjeżdżać na różne punkty gdzie widoki górskie były cudowne.













Kolejny punkt, w którym zatrzymałem się na dłużej to Lepenski Vir czyli miejsce wykopalisk archeologicznych. Na początek spacer ładną dróżką oraz stolik, przy którym dwie panie gospodynie sprzedawały miód ze swojej pasieki. Doszedłem do miejsca, w sumie była to wielka szklarnia gdzie znajdowały się wykopaliska. Oczywiście jak to ja, zastanawiałem się dlaczego na ścianie budynku jest napis BHP :D A BHP cyrylicą to wir ;D Koszt wejścia na teren to 500 Dinarów. Na początek zapraszają do mini sali kinowej gdzie na filmie pokazana jest historia tego miejsca. A reszta sal zawierała przedmioty wykopane w tych miejscach. Poza halą były drewniane domki, w których żyli przodkowie.

















Wyróżnione zostały trzy poziomy osadnicze, zamieszkane w okresie mniej więcej od 6000 do 4000 p.n.e., z których pierwsze dwa związane były z epoką mezolityczną, zaś trzeci z neolitem.


Na sam koniec tego przyjemnego dnia zostawiłem sobie punkt widokowy. W Parkach Narodowych pełno jest takich platform widokowych umieszczonych na szczytach gór.

Na początek wjeżdżałem samochodem około 6 kilometrów. Dojechałem pod tablicę informacyjną, gdzie przeczytałem, że do platformy jest 1,2km. Idąc wydawało mi się, że to chyba więcej niż 1,2km. Kolejny raz zastrzyk adrenaliny, a to dlatego, że byłem tam kompletnie sam,a po drugie naczytałem się przed wyjazdem, że w lasach żyje pełno niedźwiedzi. W połowie drogi zauważyłem zwierza, podobny do lisa, wielkością i kolorem. Na szczęśćie był to pies. Na szczęście wystraszył się, nie był agresywny.








 
 
 

Komentarze


IMG_20210824_134628.jpg

Krótko o mnie :)

Zapraszam na mojego Bloga o podróżach, mam nadzieję, że będę dla kogoś inspiracją do rozpoczęcia przygody z podróżami :) W moich wyjazdach towarzyszy mi moje małe auto. Uwielbiam być niezależnym :)

 

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

  • Facebook
  • Instagram
  • Pinterest
  • Twitter
bottom of page