top of page
Szukaj

Wyprawa na zachód Serbii

  • maratonczyk15
  • 31 lip 2022
  • 4 minut(y) czytania

W ostatnim poście pisałem na temat wyprawy na wschód Serbii. Czas teraz na zachód. Ten piękny Kraj zapewnia wiele wspaniałych atrakcji, uwierzcie, mega trudno wybrać co zwiedzić, co zobaczyć. Właśnie na zachodzie, przy granicy z Bośnią i Hercegowiną znajduje się Park Narodowy Tara, który słynie z wielu atrakcji oraz wielu fantastycznych widoków. Plan był tego dnia następujący, wcześnie rano pobudka, śniadanie o 7:30 i szybki wyjazd do miejscowości Sirogojno. Moim celem było zobaczyć minimum 3 atrakcje. Przeważnie obieram sobie taki cel, i jestem wtedy w 100% zadowolony i usatysfakcjonowany. Jeśli chodzi o Serbię to jest to plan idealny, gdyż bardzo szybko zapada zmrok. Odległość do miasta Sirogojno prawie 240km. Początkowo jedzie się autostradą, wiadomo, prędkość 130km/h i jest super. To była połowa trasy. Natomiast druga połowa trasy to był majstersztyk. Dlatego polecam serdecznie wybrać się do Serbii autem. Prędkość jazdy zmniejszona do max 70km/h , ale warto. Żałowałem, że nie było miejsc i momentów do postoju by uwiecznić na zdjęciach. Piękne, wręcz kapitalne górskie widoki, skalne szczyty, skały, które wtapiały się idealnie w krajobraz, a zarazem dawały poczucie mocnej adrenaliny. Jeśli ktoś jest fanem ceramiki to jadąc przez tamtejsze miasteczka można natknąć się na przydrożne pojedyńcze bazarki i każdy znajdzie coś dla siebie, garnuszki, miseczki, figurki, itd.

W pewnym momencie, GPS kieruje mnie pod niewielkim wiaduktem. Droga zwężona. Zostało kilkanaście kilometrów do celu. Ulica wąska, pełna zakrętów. Po kilku kilometrach wspinania się pod górę oczom ukazuje się przepiękny widok, który matka natura po raz kolejny nam serwuje. Pod koniec pięknej wąskiej trasy trzeba było uważać, gdyż pojawiały się dziury oraz koleiny. Na to wszystko pojawili się drogowcy, którzy łatali największe niedogodności. Dojeżdżam do miasta, które było moim pierwszym celem. Miasto, w którym główną atrakcją jest skansen, który postawiono na wzór dawnej osady z końca XIX wieku. Pierwsze co przykuło moją uwagę były stragany z lokalnymi wyrobami czyli miody, dżemy, rakije, itd. oraz pamiątki.

Muzeum ukazuje nam tradycyjną architekturę oraz styl życia regionu Zlatiborskiego. To miejsce można porównać do polskich skansenów, które często noszą nazwę "muzeum wsi....".

Już na wejściu przy kasie spore pozytywne zaskoczenie, a mianowicie cena biletu 200 Dinarów, jak na taką atrakcję cena blisko 2 Euro to coś fantastycznego. Na terenie znajdowało się kilkadziesiąt drewnianych budynków pokazujących jak żyli ludzie w regionie Zlatiboru pod koniec XIX wieku. Domy mieszkalne, pomieszczenia dla zwierząt, szkoła, miejsca składowania pożywienia, itd. Z pewnych źródeł dowiedziałem się, że na terenie tegoż skansenu można wynająć sobie w ramach noclegu pomieszczenie w domku. Osobiście takie widziałem i myślę, że to mega fajna sprawa, może w przyszłości skorzystam z tego typu atrakcji. Nie mogło też na tym pięknym terenie zabraknąć restauracji z lokalnymi przysmakami. Oczywiście nie można było koło tego przejść obojętnie, prawda :D zwłaszcza, że nabrałem ochoty na kawę i coś słodkiego. Podszedłem do stolika żeby przeczytać menu. Zbladłem. Menu było w całości pisane cyrylicą. Dobrze, że na budynku było wywieszone menu w języku angielskim. Podszedł kelner, zamówiłem kawę, szukałem w menu jakiejś słodkiej pozycji, na szczęście kelner doniósł drugą część karty i były tam dwie pozycje regionalnych ciast. Z kelnerem dogadałem się trochę po polsku i trochę po angielsku. Cena również zaskakująca. Za dużą serbską kawę i za duże ciasto zapłaciłem 350 Dinarów. Jak na restaurację w muzeum to była taniocha.


































Pyszne ciasto i kawa za niską cenę


Menu pisane cyrylicą :)




Domek do wynajęcia



Po spędzonym miłym czasie w Sirogojno, włączyłem znów GPS i znalazłem na mapie jaskinię. W temperaturze ponad 35 stopni i pełnym słońcu warto skorzystać z takiej atrakcji. Do jaskini było niedaleko. Zatrzymałem się przy kierunkowskazie pokazującym drogę do jaskini. Jeden parking dla autobusów, darmowy, znajdował się na zakręcie. Zostawiłem na nim auto, gdyż wydawało mi się, że droga w dół jest kamienista/szutrowa, a szkoda mi było jechać po takim podłożu. Okazało się, że droga jest asfaltowa. Zdecydowałem się zostawić auto. Do jaskini było kilka minut drogi. Miałem nosa, gdyż parking dla osobowych samochodów był płatny. Pani powiedziała, że za postój samochodu nie muszę płacić. Do kasy, gdzie kupuje się bilet na wejście do jaskini znajdował się kawałek dalej. Po kilkuminutowym spacerze, ukazał mi się wspaniały widok, robił piorunujące wrażenie. Ogromne wejście do jaskini było niewiarygodnie piękne. Bilet kosztował niewiele, 250 Dinarów. Wnętrze jaskini fantastyczne. Spacer kończy się przy wodospadzie. Oprócz tego, przy wejściu na górę, przy schodach zaobserwować można skały w kształcie baseników. Jaskinia ma długość 1691m. Przez jaskinię przepływa strumień Trnavski. Warstwa wapieni w jaskini pochodzi z okresu triasu i ma ponad 100m grubości.








Dojście do jaskini


















Wejście do jaskini oraz wnętrze, niektóre zdjęcie mogą być słabsze jakościowo ;)



Kolejnym przystankiem miało być miasto Zlatibor, ale spoglądając na zegarek wolałem zwiedzić je przejazdem, a ostatecznie zatrzymać się w Drvengradzie. Miasto Zlatibor to miasto, które rozwija się turystycznie. Wiele jest budowanych apartamentowców i ośrodków wypoczynkowych. Myślę, że zawitam tam za jakiś czas, ponieważ w okolicach Zlatiboru jest mnóstwo atrakcji, na które potrzeba kilka dni by jes na spokojnie zobaczyć. I teraz tak... Droga do do tego miasta jest piękna, pełna wspaniałych widoków. I te widoki zaszczepiły we mnie pomysł by do Serbii wracać.







Na szczęście będąc już w Drvengradzie miałem czas na spokojny obiad i na spokojne zwiedzanie. Drvengrad to miasto zbudowane w 2000 roku na potrzeby filmu Emira Kusturicy pt. Życie jest cudem. Znajduje się na wzgórzu, gdzie umiejscowionych jest 50 drewnianych chatek. Na turystów czekają tutaj hotel, kompleks spa, plac zabaw dla dzieci, kilka restauracji, biblioteka, cerkiew prawosławna, kino oraz mały zjazd narciarski z wyciągiem. Pozostały tam również rekwizyty filmowe takie jak np. samochody. Osobiście nie oglądałem filmu, będę musiał to nadrobić. Krótki opis filmu: Podczas wojny w Bośni w 1992 roku inżynier Luka próbuje skończyć projekt swojego życia: turystyczne połączenie kolejowe pomiędzy małym bośniackim miasteczkiem a Serbią. Byłby to hołd złożony miejscu jego urodzenia i pamięci jego nieżyjącego już ojca, bohatera II wojny światowej. Entuzjazmu Luki do powstającego połączenia kolejowego nie podziela ani jego żona, która pragnie kontynuować karierę artystki, ani syn, który chce dołączyć do drużyny piłkarskiej Partizan. Gdy wybucha wojna, żona Luki ucieka do Serbii z muzykiem, a syn zostaje powołany do wojska. Luka zostaje sam. Pilnując torów, staje się świadkiem wojennego horroru, który ogarnia Bałkany.


Po posiłku powoli zbierałem się do powrotnej drogi. Standardowo przy drogach stali gospodarze ze swoimi lokalnymi produktami, a jadąc przez miasteczka i wioski można było u gospodarza kupić lokalny ser kajmak - tak jak wspomniałem w jednym z pierwszych postów o Serbii, kajmak to ser z mleka bawoła domowego. W Polsce kajmak to jak wszyscy wiemy słodka masa dodawana do ciast. Kajmak na Bałkanach jest dodawany do mięsnych potraw i smakuje wyśmienciie. Niestety nie kupowałem ponieważ w tej temperaturze długo by nie przetrwał.






















Może jeszcze kilka powrotnych widoczków :)








 
 
 

Komentarze


IMG_20210824_134628.jpg

Krótko o mnie :)

Zapraszam na mojego Bloga o podróżach, mam nadzieję, że będę dla kogoś inspiracją do rozpoczęcia przygody z podróżami :) W moich wyjazdach towarzyszy mi moje małe auto. Uwielbiam być niezależnym :)

 

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

  • Facebook
  • Instagram
  • Pinterest
  • Twitter
bottom of page